O autorze
Kamila Gasiuk-Pihowicz – Posłanka klubu poselskiego .Nowoczesnej. Członkini Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Z wykształcenia prawniczka i ekonomistka. Pracowała w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, a wcześniej w czołowych warszawskich kancelariach prawnych. Aktywna w organizacjach społecznych działających na rzecz tolerancji i dialogu międzykulturowego. Mieszka w Pruszkowie.

Ustawa o wskazaniu pisowskiego prezesa Trybunału Konstytucyjnego

Walka Jarosława Kaczyńskiego z Trybunałem Konstytucyjnym wkracza w kolejny etap. Po prawie roku mydlenia Polakom oczu, że chodzi o usprawnienie działania Trybunału, PiS przedstawia ustawę mówiącą wprost: kontrolę nad TK mają mieć nasi ludzie, bez względu na konsekwencje. A poniosą je wszyscy Polacy – w tej kadencji zakneblowany Trybunał nie powstrzyma PiS przed wdrażaniem niekonstytucyjnych ustaw, łamiących prawa człowieka i obywatela. A po odejściu PiS od władzy, jeszcze przez wiele lat będziemy przywracać w Polsce ład prawny, zaufanie obywateli do sądów i wizerunek Polski zagranicą.

Karuzela ustaw w partyjnym interesie

Zwykle na kolanie i pod osłoną nocy PiS już pięciokrotnie próbował zmienić ustawę o TK. Modyfikacje przepisów o trybie głosowania, kolejności i czasie rozpatrywania spraw, obecności Prokuratora Generalnego , postępowaniach dyscyplinarnych wobec sędziów miały przynieść „dobrą zmianę” w orzecznictwie konstytucyjnym. PiS nie przekonał nikogo, że to ustawy mające na celu cokolwiek naprawiać. Dzisiaj wprowadzane przez nie zmiany okazują się nieważne i mamy nagły zwrot akcji: procedury to za dużo zachodu, zajmijmy się samymi sędziami i szefostwem Trybunału. Jarosław Kaczyński ma już w swojej kolekcji politycznych zabawek zdalnie sterowanego prezydenta, ma już zdalnie sterowanego premiera, teraz chce dołączyć zdalnie sterowanego Prezesa Trybunału. Stąd ustawa, na podstawie której przez lata będą się uczyć studenci, o tym, jak źle można stanowić prawo.


Przepisy szyte pod nazwisko


Podstawy prawodawstwa mówią, że normy prawa mają charakter abstrakcyjny, czyli ogólny i niepodyktowany bieżącą potrzebą. Najnowsza ustawa o TK wprost z tej zasady kpi. W odniesieniu do wyboru przewodniczącego TK, mamy do czynienia z serią nieadekwatnych i wydumanych przepisów, dla których nie ma żadnego innego uzasadnienia niż zapewnienie nominacji dla z góry upatrzonego kandydata. Na przykład przepis o przewodniczącym Zgromadzenia Ogólnego, którego zasadniczą funkcją jest wybór Prezesa TK. Wbrew wszelkiej tradycji, logice i praktykom międzynarodowym ma nim zostać najmłodszy stażem sędzia. Wszak najmłodszego stażem zapewne wkrótce mianuje PiS - innego uzasadnienia brak. W czasie wakatu na stanowisku Prezesa, zarządzanie Trybunałem ma z kolei przejąć sędzia najstarszy stażem. Ale nie stażem w TK, tylko również jako aplikant i rządowy urzędnik – bez żadnego związku z pracą w Trybunale. Po skrupulatnej analizie karier zawodowych, najbardziej doświadczoną sędzią okazuje się nominatka Prawa i Sprawiedliwości. W przetargach publicznych takie działania, to po prostu obejście prawa. W przypadku TK – wyjątkowo bezpardonowe.

Wprowadzając instytucję tymczasowego Prezesa TK, posłowie PiS rozwiązują problem, który sami stworzyli. Jego źródłem jest absurdalny przepis o wyborze Prezesa już po upływie kadencji poprzednika. We wszystkich poprzednich ustawach procedura miała być rozstrzygnięta przed powstaniem wakatu. W ten sposób ustawa sankcjonuje w TK brak szefa – jak w każdej instytucji sytuację, co do zasady, niekorzystną i wyjątkową. Jedyny powód – w 2016 roku w wyborze Prezesa TK nie weźmie udziału Andrzej Rzepliński. Ale nawet w takiej sytuacji nowa instytucja „tymczasowego prezesa” jest zupełnie niepotrzebna – mamy przecież konstytucyjnie zakotwiczoną funkcję Wiceprezesa TK. Jak wynika ze słownikowej definicji, jego zadaniem jest nic innego jak zastępowanie Prezesa – przede wszystkim w przypadku jego nieobecności bądź tymczasowego braku. Niestety, obecny Wiceprezes nie cieszy się zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego, więc posłowie PiS posłusznie tworzą nową funkcję – wbrew Konstytucji i wbrew logice.

Prezes bardziej prezydencki

Równie kontrowersyjna jest nowa procedura głosowania nad kandydaturami na Prezesa TK. W karuzeli zmian nad przepisami wyborczymi, posłowie PiS wycofali się ze zwiększenia liczby kandydatów obowiązkowo przedstawionych Prezydentowi. Takie rozwiązanie wbrew Konstytucji wzmacniało rolę Prezydenta w procesie wyboru, ale nowe przepisy w praktyce niewiele zmieniają. Z wyjątkiem bardziej skomplikowanego brzmienia, które myli obywateli. Procedura wyborcza została napisana w tak nietypowy sposób, że wciąż umożliwia powołanie Prezesa w praktyce niecieszącego się powszechnym poparciem wśród sędziów. Ustawa zobowiązuje Zgromadzenie do przedstawienia Prezydentowi jako kandydatów na Prezesa tych sędziów, którzy w głosowaniu uzyskali co najmniej pięć głosów. Jeśli tylko jeden sędzia spełniał ten wymóg, kandydatem zostaje również sędzia, który otrzymał najwyższą - choć mniejszą od pięciu – liczbę głosów. Jeśli kilku sędziów otrzymało tę samą liczbę głosów, wszyscy stają się kandydatami na Prezesa. W praktyce, jeden z sędziów może otrzymać absolutną większość głosów, zaś trzech kolejnych po jednym (możliwe, że własnym) głosie, a Prezydent zachowa pełną dowolność w powołaniu któregokolwiek z nich.

Rozwiązania nowej ustawy bez żadnego uzasadnienia zwiększają rolę Prezydenta w procesie wyboru Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Konstytucja zaś jasno wskazuje, że ciężar wyłonienia kandydatów na stanowiska Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego spoczywa na Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a Prezydent RP dopełnia tylko obowiązków nominacyjnych. Ustawa o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem to tak naprawdę wyłącznie kolejna próba podważenia trójpodziału władz - fundamentu demokracji. Prawo i Sprawiedliwość żongluje kluczowymi ustawami ustrojowymi tylko w jednym celu, żeby wyroki Trybunału albo były pisane pod dyktando Nowogrodzkiej, albo żeby nie wydawano ich w ogóle.
Trwa ładowanie komentarzy...